Gabryś miał powstać już dawno temu. Powstało ucho. Brzydkie ucho, a potem się gdzieś zapodziało. I tak biedny Gabryś spokojnie czekał. Aż do pewnego dnia, kiedy stwierdziłam, że najwyższy czas powołać go do życia. Zabawy w demiurga nie były proste, lecz chęć podarowania życiowej iskierki wygrała.
Dla takich jak ja - niecierpliwych i szybko się denerwujących - uwieczniłam etapy stwarzania, pokazując, że nie wszystko, co źle się zaczyna, podobnie się kończy.
Gabryś znalazł już nowy dom. Mieszka sobie na krakowskim Kazimierzu, dzieląc przestrzeń z kociczką Ilonką oraz uroczym żółwiem. Codziennie spogląda z półki na swojego Pana, pilnując jednocześnie, żeby z jego mózgu nie zrobiła się galareta.
P.S. Gabryś jest jak zwykle kopią, tym razem jednak, spersonalizowaną :)